Lokalizacja: Strona główna >> Jak to było kiedyś >> Dziecko w PRLu

Dziecko w PRLu

Witam wszystkich. Dziś, na naszym forum o życiu w prl-u porozmawiamy o tym co czuły, czym się bawiły i jak odbierały ówczesną rzeczywistość najmłodsi członkowie społeczeństwa, czyli dzieci. Jesteśmy ciekawi wpisów osób, których dzieciństwo przypada na tamten okres. Chcemy poznać i zrozumieć, jak żyło się w prl-u będąc dzieckiem.
Dzień dobry. Nazywam się Monika. Jako dziecko dorastające w prl-u pamiętam gry planszowe, które dostawałam od rodziców i krewnych na różne okazje. Pamiętam taką jedną grę pt. „Wyprawa po skarb”. Była to bardzo duża rozkładana plansza, która zajmowała prawie pół pokoju. Po polach tej planszy posuwało się pionkami według ilości oczek jaka wypadła na kostce. Po drodze były różne przeszkody i często trzeba było się cofać lub tracić kolejkę. Wygrywała osoba, której pionek pierwszy dotarł do mety, którą był wielko skarb. Bardzo lubiłam w to grać, graliśmy często całą rodziną. Oczywiście miałam też inne gry. Nieśmiertelne warcaby i chińczyk, też często zajmowały nam czas wolny. Pamiętam, że w chińczyku była taka kolorowa plansza i pionki w kształcie ludzików w chińskich kapeluszach. Na któreś święta, czy urodziny dostałam takie wielkie pudło, na którym było napisane „Siedem gier”. To była dopiero zabawa. W pudle znajdowały się różnokolorowe plansze i bardzo różne pionki. Gry były ciekawe i miały zróżnicowane zasady. Bardzo długo miałam ten komplet. W ogóle w tamtych czasach jak się coś dostało, to miało się to bardzo długo. O wszystkie zabawki i gry, które dostałam bardzo dbałam żeby się nie zniszczyły, nie pogubiły i nie zepsuły. Moje dzieci już inaczej do tego podchodzą. Nie mówię, że niszczą coś, lub gubią naumyślnie, ale nie dbają o swoje zabawki tak jak ja i moi rówieśnicy dbaliśmy o swoje. Mają wszystkiego dużo więcej i w dużo większym wyborze i to chyba sprawia, że nie ma to dla nich takiego znaczenia jak dla nas miały zabawki, gry i układanki, które dostawaliśmy od rodziców. Witam, jestem Andrzej. Ja z tamtych czasów pamiętam całą kolekcję takich małych kwadratowych książeczek w sztywnych okładkach z serii „Poczytaj mi mamo”. Mieliśmy ich w domu całe mnóstwo. Książeczki były małe i krótkie, tak akurat do przeczytania na jeden wieczór. Uwielbiałem zaglądać mamie przez ramię i oglądać obrazki w czytanej właśnie książeczce. Pamiętam też całą kolekcję długogrających płyt z bajkami. Ja miałem „Przygody Piotrusia Pana”, „Alicję w krainie czarów”, „O dwóch takich, co ukradli księżyc”, „Stoliczku nakryj się”, „Bajkę o sierotce Marysi i krasnoludkach”, „Przygody Tomcia Palucha” oraz dużo bajek na takich małych singlach z dziurą w środku np. „Noc u Wedla”, „Kopciuszka”, „Śpiącą królewnę”, „Tadka Niejadka” i wiele innych. Bajki te wykonywane były przez ówczesną czołówkę polskich aktorów i pięknie ilustrowane muzyką. Bardzo je lubiłem i mam te płyty do tej pory. Prawie wszystkie te bajki znałem swego czasu na pamięć, dobrze się przy nich zasypiało. Hej, tu Ania. Ja jako dziecko prl-u dostawałam często różnego rodzaju nakręcane pluszowe zabawki. Pamiętam, że jako bardzo mała dziewczynka dostałam pod choinkę takiego małego pieska, którego nakręcało się kluczykiem a on tańczył na dwóch łapkach. Pamiętam, że strasznie się go bałam. Potem dostawałam zabawki z pozytywkami w środku. Pamiętam takiego dość dużego kotka, który leżał na brzuchu a pomiędzy łapkami miał miękką piłkę. Piłkę tę wyciągało się na gumce, po czym kotek zaczynał grać i wciągać piłeczkę do środka. Uwielbiałam tę zabawkę i miałam ją przez długie lata. Dostawałam też różne lalki, którym namiętnie obcinałam włosy. Witam tu Jolka. A pamiętacie może takie zestawy w plastikowych kosmetyczkach? Były to różne komplety np. lekarz, fryzjer, krawcowa itp. W plastikowych przegródkach znajdowały się różnego rodzaju akcesoria związane z danym zawodem Lekarz miał słuchawki, strzykawkę, termometr itp., fryzjer miał nożyczki, grzebienie, spinki, szczotki i lusterka, a krawcowa kawałki materiałów, tępe igły nici i guziki. Ja to uwielbiałam, mogłam się tym bawić, bawić i bawić. Cześć, jestem Artur. Ja z kolei pamiętam ołowiane żołnierzyki, konia na biegunach i auta zdalnie sterowane. Żołnierzyki ustawiałem na czym się tylko dało, mój koń na biegunach zajmował sporą część mojego pokoju, a autka zdalnie sterowane były na takim plastikowym kabelku, miały silniczek i możne je było skierować w pożądanym kierunku. Witam, jestem Sylwek. Moi rodzice skombinowali gdzieś w prl-u taki składany mikroskop dla dzieci. Niby zabawka, a powieszała całkiem nieźle. Sam mikroskop składał się z wielu części i było do niego dużo różnych szkieł optycznych. Pamiętam że łapałem muchy i oglądałem je pod tymi szkiełkami. Mikroskopem tym do tej pory bawią się kolejne pokolenia dzieci w mojej rodzinie. Aha, miałem taż taki kalejdoskop. To była taka długa i dość ciężka rura zbudowana w środku z luster. Na samym jej końcu przewracały się takie kolorowe szkiełka i tworzyły takie niesamowite kolorowe wzory. Całkiem niedawno widziałem coś podobnego w jakimś sklepie. Zabawka była bardzo trwała i miałem ją bardzo długo. Witam, jestem Beata. A je pamiętam moje przedszkole. To był koszmar. Na śniadanie kasza manna z surowym jajkiem, potem przymusowe siusianie na żądanie, potem niekończące się leżakowanie, potem przymusowy obiad i wreszcie do domu. Nie cierpiałam tego wszystkiego z całego serca. Najgorsza była ta kasza i leżakowania. Nudziłam się okropnie. Całe szczęście takich przedszkoli już nie ma i oby już nie wróciły.

Tagi: życie, wspomnienia, ciekawostki

Reklama

poznań apartamentywindykacja wrocławpozycjonowanie poznan
Profesjonalny hosting serwerów dla Ciebie!, psycholog warszawa, prezent dla dziewczyny, gry logiczne, pranie tapicerki samochodowej warszawa, oferty pracy lublin