Lokalizacja: Strona główna >> Jak to było kiedyś >> Prezenty
Prezenty
W prl-u w ogóle nie było gadżetów, kupowało się to co potrzebne, bo i o to było trudno. Pamiętam, że cieszyłem się z rzeczy, które i tak rodzice musieliby mi kupić, ze spodni, swetra, czapki, szalika, czy rękawiczek. Kaseta z nagraniami mojego ulubionego zespołu czy jakiś modny breloczek, lub fajowy długopis, to prezenty które cieszyły przez najbliższy rok. Doceniało się sam fakt, że pod choinką coś leży, bo to coś wymagało dużego wysiłku i pomysłowości by mogło się tam znaleźć. Dziś, wszystko jest dostępne na wyciągniecie ręki, tym samym trudniej się cieszyć z tego co się dostało. Moje dzieci cieszyły się z prezentów jak były bardzo małe, obecnie patrzą na nie krytycznie. Bo jak tu się cieszyć z jednej rzeczy, gdy do wyboru jest tysiąc innych.
Witajcie, mam na imię Dominika. Ja pamiętam z tamtych czasów wielką plastikowa choinkę, którą trzeba było samodzielnie poskładać. Zajmowało to sporą część dnia. Choinka chwiała się, gałązki z niej wypadały, no zabawy było co nie miara. Choinka ta gościła w naszym domu przez ponad dziesięć lat, a na niej dwa komplety wiecznych i niezniszczalnych lampek w kształcie świeczek. Lampki te nagrzewały się do niemożliwości, a wyłączało się je przekręcając jedną żaróweczkę. Pamiętam też srebrną lametę kupowaną w małych paczuszkach z szarego papieru. Lametę ściągało się po okresie świątecznym ostrożnie z choinki i chowało do papieru na następny rok. Pamiętam też długie i twarde cukierki do wieszania na choinkę. Do jedzenia nie były one zbyt dobre, ale na choince wyglądały ładnie, takie długie srebrne, czerwone, granatowe, zielone i złote sople. No i oczywiście pomarańcze i cytryny, które płynęły do Polski na każde święta a ich zapach do dziś kojarzy mi się z Bożym Narodzeniem. Dzień dobry, z tej strony Joanna. Ja pamiętam, że na targach przed świętami wielkanocnymi pojawiały się cukrowe baranki i zajączki. Były też ozdoby zrobione z masy marcepanowej i te najbardziej lubiłam, bo te z cukru były twarde. Z Bożym Narodzeniem kojarzą mi się czerwone gwiazdy, które w tamtych latach były modne jako ozdoba czubka choinki. Sama miałam taką kupioną na targu u Rosjan, w środku gwiazdy jarzyły się czerwone diody, czy coś takiego. Moim zdaniem święta w prl-u były z jednej strony trudniejsze, bo trudniej było zdobyć coś dobrego na stół i coś ładnego na prezent. Ale z drugiej strony łatwiej było uczynić je wyjątkowymi właśnie dlatego, że w tych dniach ludzie cieszyli się tym co było niedostępne na co dzień. Dziś kiedy jadamy frykasy przez cały rok, obdarowujemy się na wiele różnych okazji, trudno jest uczynić ze świąt coś wyjątkowego.
Reklama
| poznań apartamenty | windykacja wrocław | pozycjonowanie poznan |